Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony.

kafle normal 01

kafle normal 02

kafle normal 03

kafle normal 04

  
SlideBar

Aktualności

wtorek, 12 styczeń 2016

Czemu ropa tanieje?

Ropa tanieje już od 19 miesięcy. Eksperci, którzy kiedyś mówili o murze cenowym nie do pokonania, bo złoża są na wyczerpaniu, wydobycie coraz droższe, a kartel OPEC rządzi, dawno zamilkli. Zanim zaczął się zjazd cenowy, perspektywa 100 dol. za baryłkę wydawała się nabywcom kusząca, a 80 to było marzenie. Wszyscy pamiętali lato 2008 r., gdy cena doszła do koszmarnego szczytu – 144 dol.

Kiedy na początku ubiegłego roku za baryłkę płacono 50 dol., zapanowało przekonanie, że taniej już nie będzie. Krótkotrwała stabilizacja, a nawet wzrost do 60 dol. tezę tę potwierdzały. Dziś jednak baryłka kosztuje już 33 dol., a analitycy banku Goldman Sachs nie wykluczają, że może spaść do 20 dol. Zbliżamy się więc do rekordów z końca 1998 r., czyli okresu wielkiego kryzysu azjatyckiego. Wtedy gospodarka gwałtownie wyhamowała (światowy PKB skurczył się o 1,6 proc.), spadł popyt, a wraz z nim ceny. Teraz jest jednak inaczej. Popyt na ropę wolno rośnie, a ceny szybko spadają. Czy to logiczne?

Co dziwniejsze rynek zdaje się nie reagować na wydarzenia, które kiedyś doprowadzały go do paniki. Kiedy w ostatnich tygodniach wybuchł konflikt między Arabią Saudyjską a Iranem i zapachniało wojną, cena ledwie drgnęła. A przecież obazwaśnione kraje kontrolują czwartą część światowych zasobów ropy, a na dodatek dzieli je cieśnina Ormuz, główna aorta naftowego krwiobiegu globu. Szlakiem tym z Zatoki Perskiej codziennie wypływają dziesiątki tankowców, bez których wiele krajów by nie przetrwało.

Choć w konflikcie saudyjsko-irańskim jest wiele źródeł antagonizmu – m.in. religijne (sunnicko-szyickie), polityczne (oba kraje wspierają przeciwne strony wojen w Jemenie i Syrii) – to jednak w tle jest ropa. Iran, uwolniony od ciężaru sankcji gospodarczych, wraca na międzynarodowy rynek, zapowiadając, że sprzeda tyle surowca, ile zdoła, bez względu na cenę. To oznacza, że problemy się nasilą, przysparzając monarchii Saudów nowych kłopotów. (...)

Saudowie trzymali dotychczas rękę na naftowym kurku. Stać ich było na jego przykręcanie i odkręcanie, by kontrolować światowe ceny. Teraz jednak i oni stracili cierpliwość. Zwłaszcza gdy słyszą deklaracje należącego do OPEC Iranu, że będzie sprzedawał tyle ropy, ile zechce, ale Arabia Saudyjska mogłaby się ograniczyć. Podobnie jak Rosja, która do OPEC nie należy, ale rzuca na Saudyjczyków oskarżenia o świadome zaniżanie cen, a jednocześnie zwiększa eksport do rekordowego poziomu.

Równolegle z kryzysem wewnątrz OPEC rośnie konflikt między organizacją a krajami do niej nienależącymi. Szefowie kartelu przekonują, że nie mogą ograniczać produkcji także dlatego, że doprowadzi to do wypychania państw członkowskich z naftowego biznesu i ograniczy znaczenie OPEC dla światowego rynku ropy. W przyszłości organizacja straci możliwość oddziaływania na poziom cen.

Rynek ropy został więc solidnie rozregulowany, co krajom konsumentom daje doraźne zyski, i to całkiem spore (mówi się już o bilionie dolarów, jaki zaoszczędzą na taniej ropie), ale w dłuższej perspektywie jest zjawiskiem niebezpiecznym. Prowadzi do destabilizacji gospodarczej i politycznej. Petrodolary są dla producentów jak silnie uzależniający narkotyk. Gdy ich braknie, zaczynają się niepokoje i konflikty; nie wiadomo, co się może zdarzyć. (...)

Wiele krajów naftowych ma dziś podobny problem jak Polska z węglem kamiennym. Dysponują złożami potencjalnie cennego surowca, ale wydobycie kosztuje za drogo. Według firmy Rystad Energy monitorującej sytuację branży wydobywczej coraz więcej państw naftowych jest pod kreską. W Wielkiej Brytanii średni koszt wydobycia baryłki to aż 52,5 dol., w Brazylii 48,8 dol., w USA 36,2 dol., w Norwegii 36,1 dol. To oznacza, że muszą dokładać do interesu. 

Oczywiście w najlepszej sytuacji są USA, bo co amerykańscy producenci stracą, to konsumenci zyskają, więc per saldo gospodarka nie cierpi. Rosja cierpi, choć przy kosztach wydobycia 17,2 dol. jeszcze zarabia, tyle że tegoroczny budżet zaplanowała z założeniem, że baryłka będzie po 50 dol. Tradycyjnie najtańsze jest wydobycie w krajach Zatoki Perskiej – w Kuwejcie (8,5 dol.), Arabii Saudyjskiej (9,9), Zjednoczonych Emiratach Arabskich (12,3).

Wszyscy zastanawiają się, jak długo potrwa naftowa bessa. Są tacy, którzy widzą w tym zjawisku sygnał świadczący, że rewolucja technologiczna, zwłaszcza w motoryzacji, zaczyna przynosić efekty. Jednak zdaniem dr. Czyżewskiego ropa nie przestała rządzić światem. Jest wciąż jednym z najważniejszych czynników makroekonomicznych. Zjawisko, z jakim mamy dziś do czynienia, ma charakter przejściowy. Potrwa jeszcze rok, do czasu, kiedy nadwyżka ropy zostanie wchłonięta. Potem cena wzrośnie, a tempo wzrostu będzie zależało od skali redukcji potencjału wydobywczego dokonanego w latach 2015–16 – uważa ekspert.

Dodatkową niewiadomą jest skala zapasów (wiele krajów gromadzi dziś spore rezerwy) oraz perspektywy niektórych producentów (Iran, Libia). Rynek jest rozhuśtany, więc eksperci Saxo Bank w swych słynnych „szokujących prognozach” nie wykluczają, że w tym roku cena może nagle skoczyć do 100 dol. Amerykańska Agencja Energii obstawia na ten rok średnią cenę 50 dol. (...)

Na taniej ropie mniej korzystają polscy kierowcy. Ceny paliw wprawdzie spadły (do poziomu z 2009 r.), ale nie w takim stopniu jak ropa. Bo ceny paliw rządzą się własnymi regułami, a na polskim rynku rządzą Orlen i Lotos, korzystający ze swojej dominującej pozycji. 

– W najbliższym czasie nie ma się co spodziewać znaczących spadków cen paliw. Ropa wprawdzie tanieje, ale złoty się osłabił wobec dolara – wyjaśnia Urszula Cieślak, analityk rynku paliw z BM Reflex. Przypomina, że polskie rafinerie dodają do paliw biokomponenty (bioetanol do benzyny, estry FAME do diesla), bo takie są wymogi NCW (narodowy cel wskaźnikowy). A te dodatki są drogie i co gorsza nie tanieją. Jeśli w ubiegłym roku hurtowa cena tony oleju napędowego spadła z 940 do 330 zł, to tona biodiesla kosztowała cały czas ok. 900 zł.

Jednak najważniejsza przyczyna jest prozaiczna: cenę, jaką płacimy na stacjach, w dużej części tworzą podatki. Zwłaszcza akcyza, która jest tak chytrze pomyślana, że jej stawki określane są kwotowo: tak by wahania kosztów nie ograniczały wpływów budżetowych. Nawet gdyby ropa było za darmo, to i tak za litr benzyny musielibyśmy zapłacić ok. 3 zł. To akurat jest pewne, bo podatki przecież nie spadną.

(Polityka 12.01.2016 Adam Grzeszak)